Za głośno, za jasno, koszula drażni plecy, pustka w głowie… przepraszający uśmiech. Jeśli takie podsumowanie coś Ci mówi, zapewne warto, żebyś sięgnął – sięgnęła – po tę książkę. Elaine N. Aron przeprowadzi Cię przez dziewięć rozdziałów, które pomogą Ci inaczej spojrzeć na siebie samego i na wiele sytuacji.

Taki właśnie cel stawia sobie ta książka: dostarczyć wiedzy i pomóc zreinterpretować dawne wydarzenia. Opowiedzieć je sobie na nowo. Wysoka wrażliwość na bodźce dotyczy mniejszości społeczeństwa, a w naszej kulturze bywa negatywnie oceniana. Dlatego wiele osób, które w tej mniejszości się znajdują, dostaje komunikaty w rodzaju: „duże, głośne spotkania to świetna zabawa”, „rozwiń swoją przebojowość”, „nie cackaj się ze sobą”, „jeśli nie potrafisz rozbawić towarzystwa, jesteś gorszy”. I wszystko jedno, czy trudność dotyczy bardziej bodźców dźwiękowych, wzrokowych, proprioceptywnych, społecznych czy kognitywnych – typy wrażliwości są różne, a ja wcale nie wyczerpałam tu ich pełnej listy – w efekcie statystyczna osoba wysoko wrażliwa zna instrukcję obsługi stresu dostosowaną do większości, ale nie do niego. Przez to ulega łatwo przestymulowaniu. Ale nie tylko nie potrafi do końca o siebie zadbać. Przejmuje też wizję siebie, wcale niekoniecznie wypowiedzianą na głos: jesteś gorszy, dziwny, nieśmiały, nudny… Pociąga to za sobą lawinę niekorzystnych konsekwencji, od obniżonego poczucia własnej wartości, po niedocenienie swojego potencjału.

A potencjał osób wysoko wrażliwych, zgodnie z książką, jest wyjątkowy i unikalny. Podatność na bodźce pozostaje raczej jego skutkiem ubocznym. Ceną do zapłacenia. Odczarowanie minionych wydarzeń i przeformułowanie wizji siebie pomaga go odkryć, rozwinąć i docenić. Elaine Aron sama przeszła tę drogę, odkryła i nazwała tę cechę najpierw u siebie, a potem u całej rzeszy osób.

Każdy rozdział zakończony jest częścią „Praca z nowym materiałem”, gdzie zaproponowane są konkretne ćwiczenia do wykonania. Dzięki temu teoria i opisy przypadków konkretnych osób mogą łatwiej przełożyć się na praktykę.
Być może dzięki tej książce uda Ci się dość dobrze poznać siebie i właściwości swojego ciała, żeby zatrzymać znany schemat. Za głośno, za jasno? Za dużo ludzi wokół? To sygnał, że zbliża się przebodźcowanie. Reagujesz zanim rozwinie się na dobre i dotknie też strefy poznawczej. Nie musisz przepraszać, bo nie robisz nic złego, nie masz żadnego defektu. Być może zechcesz się na chwilę wycofać, żeby uspokoić swój czuły układ nerwowy i móc nadal dzielić się tym, co w Tobie wyjątkowego.

Jedyne, co miałabym do zarzucenia, to sposób podania tej wiedzy i doświadczeń. Nie jest to lektura, w którą łatwo było mi wsiąknąć. Zdarzały się akapity, które czytałam po kilka razy. Fragmenty, na których utykałam. Czy to kwestia tłumaczenia? A może swobodnego operowania pojęciami zapożyczonymi z innych teorii? Pojawiają się tu znienacka sformułowania typu: „zawiązanie przymierza z aspektami własnego cienia”, pod którymi kryje się kontekst głęboki jak studnia, a niekoniecznie wyjaśniony. Chwilami język tej książki bywa też poetycki, niedosłowny. Autorka lubi operować obrazowymi przykładami, które nie zawsze do mnie przemawiały.

Mimo wszystko, może zabrzmi to górnolotnie, ale tak. Jest szansa, że będzie to punkt zwrotny, po którym inaczej zaczniesz postrzegać siebie, swoje ciało, jego potencjał i jego trudności. A może bliską osobę, której ten temat dotyczy?